Preikestolen

Stavanger i okolice na weekend [PLAN PODRÓŻY]

Wybieracie się na weekend do Stavanger i potrzebujecie inspiracji na plan podróży? Dobrze trafiliście! Dziś opowiem Wam, jak wyglądał mój pobyt w tym mieście i co możecie zobaczyć w okolicy. 

Tanie loty do Stavanger 

Loty do Stavanger są stosunkowo tanie i łatwo trafić na dobrą okazję. My upolowaliśmy bilety na październik po 220 zł w dwie strony za osobę liniami Wizz Air z lotniska w Krakowie. Po zakupie biletów przyszedł czas na planowanie noclegu i wynajem samochodu.

Wynajem samochodu w Stavanger

W tym roku zdecydowaliśmy się na zmianę wypożyczalni samochodów, bo nie byliśmy zbyt zadowoleni z obsługi firmy Hertz podczas naszego weekendowego wypadu do Bergen. Tym razem postawiliśmy na auto z wypożyczalni Enterprise i nie mamy żadnych zastrzeżeń. Wybór auta i dodatkowego ubezpieczenia był w pełni zautomatyzowany, wszelkie formalności można było dopiąć online, a kontakt z biurem był fantastyczny. Możemy polecić tę wypożyczalnię ze spokojnym sumieniem.

Samochód wypożyczyliśmy na 4 dni i zapłaciliśmy za niego łącznie 950 zł z pełnym ubezpieczeniem. Wybraliśmy elektrycznego Volkswagena ID.4. Mieliśmy pewne obawy przed wypożyczeniem elektryka, ale wygrała cena. Pozostałe samochody były dużo mniejsze, miały mniejszą moc, a ich cena była wyższa. Nasza czteroosobowa ekipa zdecydowała, że lepszy będzie większy komfort i niska cena, a ładowanie samochodu będzie dla nas nowym doświadczeniem.

Samochód elektryczny w Norwegii – czy warto

Jak oceniamy wybór elektryka? Samochody elektryczne są w Norwegii bardzo popularne i dzięki temu nie ma żadnych problemów ze znalezieniem stacji ładowania. Pewnym utrudnieniem może być jedynie fakt, że stacje należą do różnych dystrybutorów energii, a to z kolei wymaga pobrania kilku aplikacji na swój telefon. 

Nasz patent był taki, że po przyjeździe od razu pobraliśmy aplikację Bilkraft i ładowaliśmy samochód tylko na stacjach Eviny i Lyse. Dzięki opcji “Find charger” mogliśmy łatwo zlokalizować stacje kompatybilne z aplikacją na naszej trasie. Szczególnie przydatna okazała się możliwość szybkiego ładowania, dzięki której nasza ID.4 była gotowa do drogi w zaledwie pół godziny. Zawsze staraliśmy się planować ładowanie na czas obiadu, spaceru, czy robienia zakupów. Zostawialiśmy auto na parkingu i szliśmy załatwiać swoje sprawunki, dzięki czemu praktycznie nie odczuwaliśmy czasu ładowania. 

Koszty? Bardzo korzystne. Ładowanie energią elektryczną było znacznie tańsze niż tankowanie paliwa. Łączny koszt ładowania przez te wszystkie dni wyniósł 680 NOK (ok. 245 zł).

Minusy? Wszystko zależy od tego, ile macie czasu na zwiedzanie i jak napięty jest Wasz program. My ten czas mieliśmy, więc elektryk nie był dla nas ciężarem. Jeśli jednak odwiedzacie Norwegię na krótko i liczy się dla Was każda sekunda, to samochód na paliwo może okazać się dla Was wygodniejszym rozwiązaniem. 

Nocleg w Jørpeland

Na naszą bazę noclegową wybraliśmy małe portowe miasteczko Jørpeland, oddalone od Stavanger o jakieś 30 kilometrów. Nasz domek mieścił się tuż obok portu i pijalni czekolady. Widać go tutaj w oddali na obrazie live z kamerki

Miasteczko jest naprawdę wspaniałe i ma w sobie wszystko, co powinna mieć idealna baza wypadowa – bliskość do pobliskich atrakcji, ciszę, spokój, kilka knajpek (polecam Meat & Eat oraz portową Villę Rosehagen) oraz sklep Rema 1000. A jeśli będziecie w potrzebie, to zrobicie zakupy spożywcze nawet w niedzielę w Asia Market. Przy porcie znajduje się kładka, która prowadzi na pobliską wysepkę Jørpelandsholmen, gdzie można odpocząć w parku rekreacyjnym. Ja absolutnie zakochałam się w tym miejscu! Znajdziecie tutaj tory do gry we frisbee, duży drewniany plac zabaw, wyznaczone miejsca na grilla i ogniska, a po całej wyspie swobodnie hasają owce.

Jørpelandsholmen

Jeśli chodzi o sam domek, polecam na całego. Byliśmy tutaj w czwórkę, ale ten 140-metrowy dom pomieści spokojnie kilkunastoosobową ekipę. Było czyściutko i ciepło. W domku mieliśmy do dyspozycji pralkę i suszarkę, kosmetyki i najpotrzebniejsze artykuły spożywcze. Rankiem popijaliśmy kawę na tarasie. Namiary na domek zostawiam tutaj i odsyłam również do vloga mojego męża. Zobaczycie szczegóły naszej podróży i zobaczycie domek od środka. Za domek zapłaciliśmy 1800 zł (koszt za 3 noce dla czterech osób).

Jedynym minusem tego miasteczka może okazać się płatna droga pomiędzy Jørpelandem a Stavanger, czyli odcinek Ryfast Tunnel/Ryfylketunnelen/Rv13. Jeśli chcielibyście się regularnie przemieszczać do Stavanger lub przez Stavanger, musielibyście uwzględnić ten koszt w swoim budżecie. W naszym przypadku opłata za przejazd w jedną stronę wynosiła 112 NOK (ok. 40 zł). Była ona niższa niż standardowa, ponieważ podróżowaliśmy samochodem elektrycznym i mieliśmy czytnik AutoPASS. Większość wypożyczalni samochodów ma podpisane umowy z AutoPASS, co sprawia, że opłaty będą obejmowały zniżkę, a odpowiednia kwota zostanie potrącona z Waszej kaucji. Nie musicie się więc martwić żadnymi formalnościami. Warto dodać, że opłaty drogowe dla pojazdów zeroemisyjnych sa zawsze niższe niż paliwowych. Pokonanie tej samej trasy innym typem pojazdu z czytnikiem AutoPASS wyniosłoby 160 NOK (ok. 57 zł). Na tej stronie możecie przeprowadzić szybką kalkulację kosztów dróg i tuneli, które będziecie musieli pokonać.

Kjerag i Kjeragbolten 

Wybierając się do Norwegii pod koniec października dopuszczaliśmy możliwość, że zdobycie szczytu Kjerag może okazać się niemożliwe. Szlak na Kjerag jest otwarty od połowy maja do końca października w zależności od warunków pogodowych. Informacje na temat dostepności szlaku warto śledzić na oficjalnym kanale biura informacji turystycznej. Po wylądowaniu w Stavanger szybko zweryfikowaliśmy prognozę pogody oraz dostępność trasy. Okazało się, że szlak jest otwarty, a pogoda sprzyja, więc zmieniliśmy nasze plany – wspinaczkę na Preikestolen przełożyliśmy, by skorzystać z okazji na zobaczenie słynnego Kjeragbolten.

Po odebraniu samochodu ruszyliśmy od razu na parking pod Kjerag. Koszt parkingu to 300 NOK (ok. 110 zł). Szlak rozpoczyna się przy restauracji Øygardstølen, ale zmartwię Was – w październiku restauracja jest już nieczynna, więc przygotujcie się zawczasu, bo po zejściu nie będziecie mogli liczyć na ciepły posiłek. Szlak jest wymagający, więc weźcie ze sobą kanapki, czekoladę i picie oraz przygotujcie sobie jedzonko w samochodzie. Po zejściu na pewno obudzi się w Was wilczy głód.

Restauracja Øygardstølen Kjerag

Czy wejście na Kjerag jest trudne?

Wejście na szczyt jest wymagające, ale nie niemożliwe. Nasza ekipa bardzo lubi górskie wycieczki, ale nie jesteśmy profesjonalnymi górołazami, a daliśmy radę. Było trudno, przede wszystkim z powodu zmienności pogody i śliskiego podłoża, ale byliśmy zdeterminowani, by zobaczyć słynny kamień i ta determinacja pomagała nam przezwyciężyć chwile zmęczenia i zwątpienia. 

Trasa na Kjerag liczy około 5,5 kilometra w jedną stronę. Nie jest to dużo, ale niektóre odcinki szlaku będą charakteryzować się znacznym przewyższeniem, w tym trzema wyjątkowo stromymi podejściami, i potrzebą wspomagania się łańcuchami. Nam cała wyprawa – włącznie z podejściem pod Kjeragbolten oraz zejściem – zajęła około 6 godzin

O czym należy pamiętać, wchodząc na Kjerag?

Po pierwsze miejcie na uwadze pogodę, która w Norwegii potrafi się zmienić w ciągu kilku minut. Nie dajcie się zwieść promieniom słońca i zawsze miejcie w zanadrzu kurtki i peleryny przeciwdeszczowe. Deszcz i wiatr mogą zaskoczyć na szlaku w zupełnie niespodziewanym momencie. Zresztą spójrzcie na zdjęcia poniżej, by zobaczyć, jak zmienna była pogoda podczas naszego trekkingu. Raz świeciło słońce, przez większość trasy mżyło, później nadszedł ulewny deszcz z porywistym wiatrem, a na końcu, ku naszej radości, pogoda poprawiła się na chwilę przy słynnym Kjeragbolten. Do ostatniej chwili nie byliśmy pewni, czy uda się wejść na kamień, ale gdy wreszcie się wypogodziło, mój mąż skorzystał z okazji. Ja zdecydowanie wolałam podziwiać kamień ze stabilnym gruntem pod nogami.

Wejście na Kierag
Ostatnia prosta na Kjeragbolten
Tęcza na szlaku Kjerag
Kjeragbolten

Po drugie, zabierzcie ze sobą buty o dobrej przyczepności. Przetestujcie je wcześniej na łatwiejszym szlaku, aby upewnić się, że sprawdzą się w trudnych warunkach. Wejście na Kjerag staje się znacznie bardziej wymagające podczas deszczu. Mokre, wyślizgane skały stają się gładkie jak lód, co zwiększa ryzyko poślizgnięcia się. Solidne, antypoślizgowe obuwie to absolutna podstawa, jeśli chcecie bezpiecznie zdobyć ten szczyt.

Preikestolen

Drugi dzień naszego pobytu w Norwegii przeznaczyliśmy na Preikestolen, zwany również Pulpit Rock. W lokalnej tradycji mieszkańcy nazywają tę wypiętrzoną skałę „Hyvlatonnå”, co w tłumaczeniu oznacza ambonę. Z klifu roztacza się przepiękny widok na Lysefjord.

Dojazd z Jørpeland do parkingu pod Preikestolen (P1) to około 10 minut jazdy samochodem. Koszt parkingu to 300 NOK (ok. 110 zł). 

Szlak na Preikestolen

Szlak na Preikestolen nie należy do najtrudniejszych i jest dostępny przez cały rok. Do pokonania mieliśmy około 8 kilometrów (tam i z powrotem). Wejście i zejście zajęło nam mniej więcej 5 godzin. Warto doliczyć jeszcze godzinkę na sam pobyt na ambonie lub podejście na półkę skalną, by zobaczyć Preikestolen z góry. Bardzo polecam tę opcję, bo spojrzenie na Pulpit Rock z tej perspektywy robi ogromne wrażenie.

Preikestolen widok z góry
Pulpit Rock widok z góry

Preikestolen jesienią

Dla nas odwiedzenie Preikestolen w październiku miało ogromny plus, bo nie towarzyszyły nam tłumy turystów. Oczywiście było ich nadal dużo, ale nie na tyle, by miało to negatywnie wpłynąć na odbiór tego miejsca.

Największym wyzwaniem okazała się ponownie pogoda. Gdy wyruszaliśmy na szlak, było dość mgliście, a im bliżej Preikestolen się znajdowaliśmy, tym gęstsza mgła nas otaczała. Poczułam ogromne ukłucie zawodu na myśl, że nie zobaczymy Lysefjordu w całej okazałości. Mglista pogoda ma swój urok, ale przy Preikestolen nastawiłam się na piękny widok rozciągający się na dolinę. Na szczęście zdecydowaliśmy się przeczekać mgłę i mżawkę i na moment wyszło słońce. Ten moment odkrył przed nami naprawdę zachwycający pejzaż. Warto było czekać na wietrze i deszczu.

Preikestolen ambona
Preikestolen Pulpit Rock

Pamiętajcie, że Kjerag i Preikestolen to tylko dwa z wielu szczytów wartych odkrycia w okolicach Stavanger. W regionie Rogaland naprawdę trudno o nudę!

Stavanger i wyspa Fjøløy

Ostatni dzień naszej podróży przeznaczyliśmy na zwiedzanie Stavanger. Rozpoczęliśmy od starego miasta, czyli Gamle Stavanger. To tutaj możecie podziwiać przepiękne drewniane chatki z przełomu XVIII i XIX wieku.

Gamle Stavanger
Spacer po Gamle Stavanger

Z Gamle Stavanger udaliśmy się na Fargegaten, najbardziej kolorową ulicę Norwegii. Znajdziecie tu masę murali oraz pyszne kawiarnie i restauracje. Na znakomite cynamonki i kawę warto wpaść do Bøker og Børst.

Fargegaten i cynamonka

Po przerwie na kawę spacerujemy uliczkami Stavanger i kierujemy się w stronę portu. Tutaj robimy przerwę na obiad i zajadamy się owocami morza w Skagen Fiskerestaurant. Owoce morza były tutaj pierwsza klasa od ostryg przez mule aż po langustynki (te ostatnie to największy sztos!). Na ogromny plus przemawia również wystrój restauracji. Stoliki są ustawione na podłodze wysypanej piaskiem, a przez okno można podziwiać piękny port. 

Po takim obiedzie opuszczamy na chwilę Stavanger i kierujemy się na wyspę Fjøløy, by zobaczyć zjawiskową latarnię morską – Fjøløy fyr. Latarnia otoczona jest lazurową wodą, plażami i zielonymi łąkami, na których pasą się owce. Całość wygląda absolutnie idyllicznie. Dla mnie 10/10. Podjechaliśmy tutaj po południu, gdy słońce zaczynało się chylić ku zachodowi i promienie słońca niebywale otulały krajobraz.

Wyspa Fjøløy
Fjøløy fyr

Z Fjøløy wyruszyliśmy w drogę powrotną do Jørpelandu, nadkłądając trochę trasy dla naszych morsów, którzy wymarzyli sobie kąpiel w lodowatej wodzie zatoki Møllebukta. Zatoka ta słynie z pomnika trzech mieczy, Sverd i fjell, będącego niezaprzeczalnym symbolem Stavanger. Pomnik powstał na pamiątkę bitwy pod Hafrsfjord, w której w 872 roku Harald Pięknowłosy (tak, to ten z „Wikingów” Netflixa!) odniósł zwycięstwo, jednocząc Norwegię w jedno królestwo.

Sverd i fjell

I tym akcentem zakończyliśmy nasz weekendowy wypad do Stavanger. Nocujemy w Jørpelandzie, a o świcie ruszamy na lotnisko. Do zobaczenia, Norwegio!

Podoba Ci się ten wpis? 🙌 Wesprzyj moją twórczość!

Mam nadzieję, że znaleźliście tutaj przydatne informacje i że wpis pomógł Wam zaplanować wyjazd lub zainspirował do ciekawego spędzenia czasu. Możecie mnie wesprzeć w dalszej blogowej działalności, stawiając mi wirtualną kawę. Dziękuję, że doceniacie moją pracę.

Podziękowania

Ogromne podziękowania należą się Klaudii Magdzińskiej za wsparcie tego wpisu swoimi przepięknymi fotografiami. Dziękuję!

Zostaw komentarz