Teneryfa, największa wyspa archipelagu Wysp Kanaryjskich, zachwyca swoją niezwykłą różnorodnością. Każdy jej zakątek ma swój unikalny charakter – od subtropikalnych lasów na północy po pustynne krajobrazy południa. Gdziekolwiek się znajdujecie, niemal zawsze dostrzeżecie majestatyczny wulkan Teide, symbol Teneryfy, dumnie górujący nad krajobrazem. Wyspa oferuje tak wiele atrakcji, że każdy, niezależnie od preferencji, znajdzie tu coś dla siebie.
My zdecydowaliśmy się na podróż na Teneryfę z dziećmi i dziś podzielę się z Wami wskazówkami, jak najlepiej przygotować się do takiego wyjazdu, co zobaczyć i jakiej pogody można się spodziewać. W drogę!
Teneryfa – gdzie najlepiej
Wybierając nocleg na Teneryfie, zawsze pojawia się kluczowe pytanie, gdzie się zatrzymać – północ czy południe? Każda z tych części wyspy oferuje zupełnie inne doświadczenia, a wybór zależy od tego, czego oczekujecie od swojego wyjazdu.
Północ słynie z bardziej umiarkowanych temperatur i większej wilgotności. Zimą pogoda bywa tu chłodniejsza, a opady deszczu są częstsze niż na południu. Podczas naszego styczniowego wyjazdu nie odczuliśmy jednak większych różnic. Odwiedziliśmy plaże na północy, takie jak Almáciga i Las Teresitas, i spokojnie kąpaliśmy się w oceanie. Było kilka stopni mniej niż na południu, ale bez żadnych dramatów. Na Playa de Almáciga było wręcz genialnie – ciepło i przyjemnie, idealnie na relaks. Na Las Teresitas woda była nieco chłodniejsza, więc trochę zmarzliśmy, ale dla osób zahartowanych wodami Bałtyku to żaden problem. Latem północ zapewnia przyjemny chłód i rześkie powietrze, co jest dużym plusem dla osób, które nie przepadają za upałami. Tereny są tu bardziej dzikie, zielone i mniej zurbanizowane. Można znaleźć lasy laurowe w Anaga czy urokliwe miasteczka, takie jak La Orotava.
Południe natomiast to raj dla miłośników słońca. Zimą temperatura oscyluje tu wokół 20–25°C w ciągu dnia, co sprawia, że krótkie rękawki, szorty i kąpiele w oceanie są jak najbardziej na miejscu. Wieczory bywają chłodniejsze, ale wystarczy cienka bluza lub polar. Latem południe staje się bardzo gorące i suche. Region jest znacznie bardziej turystyczny, z rozbudowaną infrastrukturą, licznymi atrakcjami dla dzieci i popularnymi plażami, jak Playa de las Américas czy Los Cristianos.
My zdecydowaliśmy się na południe ze względu na ciepłą, niemal gwarantowaną pogodę oraz rozbudowaną infrastrukturę. Gdybyśmy podróżowali bez dzieci, z pewnością wybralibyśmy północ – bardziej dziką, mniej turystyczną i bliższą naturze. Plażowanie nie jest naszym ulubionym zajęciem, ale południe z jego udogodnieniami okazało się idealne dla rodzinnego wyjazdu. Jeśli zastanawiacie się, gdzie się zatrzymać, wszystko zależy od Waszych priorytetów – poszukujecie spokoju i dzikiej przyrody czy wygody i słońca na wyciągnięcie ręki?
Palm-Mar – nasza baza wypadowa
Na naszą bazę wypadową wybraliśmy miejscowość Palm-Mar, oddaloną od Costa Adeje o około 15 minut jazdy samochodem. To spokojne, nieturystyczne miejsce, które mimo swojego kameralnego charakteru oferuje pełną infrastrukturę – znajdziecie tu sklepy spożywcze, kawiarnie, restauracje, miejski plac zabaw i dwa beach bary. Miasteczko okazało się idealne dla naszej rodziny – ciche i spokojne. Najgłośniejsze w okolicy były… nasze dzieci. 😅

W Palm-Mar można odpocząć na niewielkiej, skromnej plaży zwanej La Arenita. Na nasze potrzeby okazała się wystarczająca. Plaża jest kamienista, ale dla nas nie stanowiło to problemu. Udało nam się znaleźć spokojne miejsce z wygodnym zejściem do wody, a ocean jest tutaj krystalicznie czysty. Warto jednak zaopatrzyć się w buty do wody, które znacznie ułatwiają poruszanie się po kamieniach.

Mimo wielu zalet Palm-Mar, trzeba pamiętać o jednej istotnej kwestii – miejscowość nie jest dobrze skomunikowana transportem publicznym z innymi częściami wyspy. Jeśli planujecie intensywne zwiedzanie, a nie tylko relaks na plaży, samochód jest tutaj absolutnie niezbędny.
Teneryfa w styczniu
Sezon na Teneryfę trwa przez cały rok – po prostu nie istnieje termin, w którym nie warto tam pojechać. Pogoda na wyspie jest naprawdę znakomita niezależnie od pory roku. My jednak nie wyobrażamy sobie wyjazdu na Teneryfę w innym niż zimowym miesiącu. Już w styczniu wyspa wydawała się zatłoczna, a na drogach zdarzały się korki. Nie chcemy nawet myśleć, jak wygląda to latem, gdy przybywa znacznie więcej turystów.
Teneryfę odwiedziliśmy w styczniu, kiedy temperatury utrzymywały się na przyjemnym poziomie około 20–25°C. Bez problemu pływaliśmy w wodach oceanu zarówno na północy, jak i na południu wyspy. Dla nas styczniowa pogoda była idealna. Nie męczyły nas upały, a przyjemne ciepełko pozwalało w pełni cieszyć się wyjazdem.
Teneryfa – wypożyczenie samochodu
Przy planowaniu naszego wyjazdu na Teneryfę dużo czasu poświęciłam na research dotyczący wypożyczalni samochodów. Najczęściej polecaną firmą był Cicar i faktycznie ich oferta wyróżnia się pod względem samochodów oraz kompleksowego ubezpieczenia. W Cicar można jednak zapłacić wyłącznie kartą kredytową wystawioną na nazwisko głównego kierowcy – karty debetowe nie są akceptowane.
My nie posiadamy karty kredytowej i nie chcieliśmy jej wyrabiać, więc ostatecznie zdecydowaliśmy się na wypożyczalnię TopCar – jedną z niewielu na Teneryfie, które akceptują płatności kartą debetową. Warto jednak pamiętać, że przy płatności debetówką mogą obowiązywać dodatkowe warunki, takie jak wyższy depozyt.
Ceny w TopCar były konkurencyjne, a oferta samochodów bardzo atrakcyjna. Wybraliśmy opcję z pełnym ubezpieczeniem Super Cover (SCDW), ale należy zaznaczyć, że nawet najwyższy pakiet nie obejmował na przykład ubezpieczenia podwozia czy wewnętrznych komponentów i systemów, takich jak skrzynia biegów, sprzęgło czy silnik. Ponadto ubezpieczenie nie eliminowało całkowicie udziału własnego w przypadku szkód lub kradzieży, a jedynie redukowało je do pewnej kwoty. W tej kwestii Cicar wypada znacznie lepiej, ponieważ ich pełne ubezpieczenie obejmuje zdecydowanie więcej elementów i eliminuje udział własny.
Dla nas decyzja o wyborze TopCar była świadoma – priorytetem było korzystanie z karty debetowej. Jeśli rozważacie wynajem samochodu, zachęcam Was do dokładnego sprawdzania warunków wynajmu i ubezpieczeń. Dzięki temu unikniecie nieprzyjemnych niespodzianek.
Z praktycznego punktu widzenia wypożyczenie samochodu w TopCar przebiegło wzorowo. Obsługa była przemiła, nie było kolejek, a sam odbiór auta był szybki i sprawny. Dostaliśmy świetny samochód – Volkswagen Tiguan, w idealnym stanie, czysty i gotowy do drogi. Dużym plusem były też foteliki dziecięce oraz dodatkowy kierowca wliczone w cenę. Samochód wypożyczyliśmy na 8 dni i łączny koszt, już z ubezpieczeniem, wyniósł 206 euro (ok. 860 zł). Kaucja w wysokości 200 euro (ok. 840 zł) została w całości zwrócona po zdaniu samochodu. Gdybyśmy korzystali z karty kredytowej, kaucja byłaby zerowa.

Teneryfa samochodem
Co do jeżdżenia po Teneryfie samochodem to warto wiedzieć o następujących rzeczach:
- Główne drogi są dobrze utrzymane i łatwe do nawigowania, ale lokalne trasy potrafią być strome, wąskie i pełne ostrych zakrętów. Ja miałam zawał serca prawie każdego dnia, jeżdżąc po niektórych z nich.
- Na Teneryfie funkcjonują dwie autostrady, które sprawiają, że wyspa jest świetnie skomunikowana i można szybko przemieszczać się między dowolnymi punktami.
- TF-1 (Autopista del Sur) łączy stolicę wyspy, Santa Cruz de Tenerife, z południowymi regionami, takimi jak Los Cristianos i Costa Adeje.
- TF-5 (Autopista del Norte) biegnie z Santa Cruz de Tenerife na północ, przez San Cristóbal de La Laguna, aż do Los Realejos. Ta trasa obsługuje głównie ruch w północnej części wyspy.
- Wszystkie drogi na Teneryfie są bezpłatne, nie ma opłat drogowych ani bramek.
- Na Teneryfie w zasadzie nie ma stref płatnego parkowania. Parkowanie jest bezpłatne nawet w centrach miast. Płatne są jedynie parkingi podziemne lub te ze szlabanem, na przykład przy centrach handlowych. Strefy parkowania są dokładnie oznaczone: białe linie – darmowe miejsca parkingowe, niebieskie linie – płatne miejsce postojowe, żółte linie – zakaz parkowania.
- Ceny paliwa na Teneryfie są niższe niż w kontynentalnej Hiszpanii i większości krajów europejskich. My płaciliśmy około 1,20 euro za litr.
Teneryfa – co zobaczyć
No dobrze, technikalia mamy omówione, więc czas na to, co najważniejsze – najpiękniejsze miejsca na Teneryfie, które możecie odwiedzić z dziećmi. Opowiem Wam, jak wyglądała nasza podróż, i podzielę się miejscami, które zainspirują Was do zaplanowania własnych wycieczek.
Monkey Park
✅ Warto
Pierwszy dzień postanowiliśmy spędzić na spokojnie – prawie 6-godzinna podróż samolotem była dla dzieci wystarczająco męcząca. Wybraliśmy więc Monkey Park, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Mogliśmy zobaczyć krokodyle, nakarmić lemury, potrzymać na przedramieniu araraunę i znaleźć się wśród tuzinów świnek morskich. Dzieci były zachwycone, a dla nas również była to świetna forma relaksu po podróży.


Ceny biletów są bardzo przystępne – dla dorosłych to 10 euro (ok. 40 zł), a dla dzieci do 12. roku życia 5 euro (ok. 20 zł). My dokupiliśmy jeszcze pojemniczki z jedzeniem dla zwierząt (3 euro za pudełko), które były dodatkową atrakcją, bo karmienie zwierząt to prawdziwa frajda – nie tylko dla najmłodszych!
Moje wskazówki? Jeśli planujecie odwiedzić Monkey Park, bądźcie tam już na otwarcie. Dzięki temu:
- Łatwo znajdziecie miejsce parkingowe – parking naprawdę szybko się zapełnia.
- Zwierzęta będą bardziej aktywne i głodne, więc chętniej podejdą po smakołyki.
Monkey Park to świetne miejsce na spokojny, rodzinny dzień, szczególnie jeśli chcecie odpocząć po podróży lub intensywnym zwiedzaniu.
Playa del Duque
❌ Można odpuścić
Po Monkey Parku wyruszyliśmy odpocząć na plażę del Duque, położoną w turystycznej części Costa Adeje, w otoczeniu ekskluzywnych hoteli i sklepów. Ta charakterystyczna plaża składa się z dwóch odcinków: część ze złocistym piaskiem jest oddzielona kamiennym molo od drugiej części – z czarnym piaskiem. Jako że znajduje się w popularnym miejscu, spotkacie tu spore tłumy, ale wystarczy przejść kawałek, by od nich uciec.

Z miejscami parkingowymi bywa kiepsko, bo jest ich niewiele. Nam udało się zaparkować na fajnym parkingu podziemnym tuż obok plaży – tutaj zostawiam koordynaty. Parking jest dość mały i szybko się zapełnia, ale koszt jest całkiem rozsądny, bo wynosi 1,62 euro za godzinę. Bilecik opłacicie w automacie gotówką, a jeśli wolicie zapłacić kartą, trzeba udać się do małego biura na pierwszym piętrze. W budynku parkingu znajdują się także darmowe toalety.
Co sądzimy o tej plaży? Jest piękna, ale inne zrobiły na nas większe wrażenie. Ponieważ cenimy spokój i bardziej dziką naturę, tutaj momentami czuliśmy się przytłoczeni przepychem i tłumem. Na Playa del Duque zakończyliśmy pierwszy dzień zwiedzania i zebraliśmy się na zasłużone spanko.
Góry Anaga
Drugi dzień oznaczał wyprawę na północ, w Góry Anaga – najbardziej niedoceniany region Teneryfy, głównie ze względu na bardziej nieprzewidywalną pogodę. Jednak to właśnie te częste mgły i opady deszczu sprawiają, że Góry Anaga są jednym z najbardziej zielonych obszarów wyspy, co mocno kontrastuje z suchszymi rejonami południa. Charakterystyczne dla tego regionu są gęste lasy wawrzynowe, będące reliktem trzeciorzędu. Przetrwały miliony lat i kryją w sobie tajemnice prehistorycznych czasów.
Kręte i wąskie drogi prowadzące do Gór Anaga mogą stanowić wyzwanie, ale dzięki temu region unika masowej turystyki i zachowuje swój naturalny charakter. To miejsce pełne jest malowniczych szlaków o różnym stopniu trudności. My wybraliśmy idealną trasę dla rodzin z dziećmi, czyli Sendero de los Sentidos.
Sendero de los Sentidos, czyli szlak zmysłów
✅ Warto
Sendero de los Sentidos, czyli w tłumaczeniu szlak zmysłów, to nazwa, która idealnie oddaje charakter tej trasy. Na szlaku umieszczono tablice z symbolami zmysłów (np. nos, ręka, oko), które zachęcają do wąchania, dotykania, słuchania i obserwowania otaczającej przyrody. Dzięki temu można jeszcze bardziej zanurzyć się w unikalny klimat lasów laurowych i prawdziwie się nimi zachwycić. Dla mnie to miejsce miało klimat rodem z Władcy Pierścieni!


Szlak rozpoczyna się w pobliżu Cruz del Carmen, gdzie znajdziecie centrum dla zwiedzających oraz punkt widokowy Mirador Cruz del Carmen. Z tego miejsca zobaczycie panoramę miasta San Cristóbal de La Laguna, a przy dobrej pogodzie także wulkan Teide. Warto przyjechać tutaj przed 10:00, bo parking jest niewielki i później znalezienie miejsca może być trudne (koordynaty na parking tutaj).

Szlak składa się z trzech odcinków o różnym stopniu trudności:
- Trasa 1: Najkrótsza i najłatwiejsza, liczy około 350 metrów. Jest przystosowana dla osób o ograniczonej mobilności oraz rodzin z wózkami dziecięcymi.
- Trasa 2: Ma długość około 500 metrów, prowadzi przez kilka schodków, mostek i podwyższoną kładkę.
- Trasa 3: Najdłuższa trasa, obejmuje poprzednie dwie trasy i prowadzi do punktu widokowego Mirador del Llano de los Loros, skąd rozciągają się widoki na Santa Cruz de Tenerife oraz wąwóz i zaporę Tahodio. Szlak ma formę pętli o długości 1,3 km.

My wybraliśmy trzeci wariant i spokojnie daliśmy radę z dziećmi. Widoki były zachwycające, a cała wędrówka zajęła nam około godziny i trzydziestu minut. Ze względu na wilgotny mikroklimat, polecam zabranie ze sobą polarków i lekkich kurtek przeciwdeszczowych.
Camino Viejo al Pico del Inglès, czyli Tunel Wróżek
❌ Można odpuścić
Prosto po zejściu ze szlaku udaliśmy się na Camino Viejo al Pico del Inglés, malowniczą ścieżkę znaną z instagramowych zdjęć. Droga ta bywa nazywana Baśniowym Tunelem lub Tunelem Wróżek i trudno byłoby o lepszą nazwę. Ścieżka prowadzi przez naturalny tunel stworzony z gałęzi drzew i gdybym była wróżką, to zdecydowanie zamieszkałabym właśnie tutaj.

Jeszcze kilka lat temu to miejsce nie było tak znane, ale dziś cieszy się ogromną popularnością, co niestety sprawia, że zaparkowanie w pobliżu jest wyzwaniem. My mieliśmy szczęście i udało się nam stanąć w zatoczce tuż przed skrętem w tunel, bo akurat zwolniło się miejsce. Można też zaparkować kawałek dalej, przy Mirador Pico del Inglés, i dojść do tunelu pieszo. Zajmie to około 10 minut. Niestety ten parking był zapełniony po brzegi, gdy przyjechaliśmy.
Tunel zrobił na mnie ogromne wrażenie i dla mnie był to must-have tej podróży. Chętnie odwiedziłabym go ponownie, tym razem rankiem, z nadzieją na nastrojową mgłę. Jednak obiektywnie, jeśli nie przepadacie za polowaniem na pojedyncze miejscówki i chcecie skrócić swoją wycieczkę, możecie pominąć ten punkt programu.
Mirador El Bailadero
❌ Można odpuścić
Następnie udaliśmy się na punkt widokowy Mirador El Bailadero. Rozciąga się stąd piękna panorama na północno-wschodnie wybrzeże Teneryfy, zielone szczyty masywu Anaga oraz malowniczą wioskę Taganana, położoną w dolinie poniżej.

Nazwa Mirador El Bailadero pochodzi od lokalnej legendy o czarownicach z Anaga. Mówi się, że w tym miejscu czarownice organizowały sabaty. Tańczyły wokół ognisk, rzucały zaklęcia i praktykowały magię. Słowo bailadero wywodzi się z hiszpańskiego bailar, czyli tańczyć, co nawiązuje do tych tajemnych rytuałów.
Choć parking był niewielki, bez większego problemu znaleźliśmy miejsce. Dla ułatwienia, zostawiam koordynaty na postój.
Czy polecamy? Widoki są niewątpliwie malownicze, ale myślę, że można odpuścić wizytę w tym miejscu, szczególnie jeśli podróżujecie z dziećmi. Choć nie żałuję, że tu dotarliśmy, to kolejny raz ominęłabym Mirador El Bailadero. Moim zdaniem lepiej nie nadkładać drogi i udać się od razu na odpoczynek na plaży. A jakiej?
Playa El Benijo
✅ Warto
No właśnie! Kolejnym celem naszej podróży była plaża El Benijo. Charakteryzują ją czarny, wulkaniczny piasek i imponujące formacje skalne wynurzające się z Oceanu Atlantyckiego. Na plażę schodzi się stromymi, drewnianymi schodami z punktu widokowego przy restauracji El Mirador de Benijo. Niestety na miejscu okazało się, że z powodu osunięć ziemi plaża została tymczasowo zamknięta.
Mimo że nie mogliśmy odpocząć na samej plaży, uważam, że warto było tu przyjechać, aby zobaczyć to przepiękne miejsce. Dla mnie Playa El Benijo to zdecydowanie najpiękniejsza plaża Teneryfy. Z czarnego piasku rozciąga się widok na ostre masywy skalne, które wynurzają się z wody, przyjmując uderzenia potężnych fal oceanu. To niesamowity spektakl i mogłabym oglądać go godzinami.

Aktualne informacje na temat dostępności plaży oraz warunków pogodowych znajdziecie tutaj. Zostawiam również koordynaty miejsca, w którym zaparkowaliśmy. Według oznaczeń jest to płatny parking, ale w styczniu, kiedy północ Teneryfy nie jest przepełniona turystami, parkowanie było bezpłatne.
Dodam, że przez plażę El Benijo przebiega szlak turystyczny Roque de Las Bodegas – Almáciga – Benijo – El Draguillo, oznaczony jako PR-TF 6.2. To jedna z najbardziej widokowych tras na Teneryfie. Szlak ten nie stanowi pętli, więc jeśli planujecie wędrówkę, należy wrócić tą samą trasą. Koniec szlaku znajduje się w miejscowości El Draguillo, nazwanej tak ze względu na rosnące tam smocze drzewa (dragos). Cała długość szlaku (tam i z powrotem) wynosi około 9 km. Jeśli podróżujecie z dziećmi, możecie rozważyć skrócenie trasy i rozpoczęcie jej właśnie w Benijo, skąd dojście do El Draguillo to około 2 km w jedną stronę. Poziom trudności szlaku określa się jako łatwy. My jednak odpuściliśmy kolejną wędrówkę tego dnia i zawróciliśmy na plażę Almáciga.
Playa de Almáciga
✅ Warto
Plaża Almáciga to przepiękna czarna plaża, na której spędziliśmy fantastyczny czas z dziećmi. Ze względu na brak ratowników i silne prądy, zalecam jednak ostrożność podczas kąpieli. My zachwycaliśmy się potężnymi, wzburzonymi falami, ale ograniczyliśmy nasze zabawy do przybrzeżnych skoków na fale i budowania zamków z piasku.
Plaża była niemal pusta, co pozwoliło nam odetchnąć od tłumów typowych dla południa wyspy. Było tu bardzo kameralnie i spokojnie. Zaparkowaliśmy na parkingu wzdłuż drogi i bez problemu znaleźliśmy miejsce (koordynaty na postój).



Park Narodowy Teide
Trzeci dzień naszego pobytu na Teneryfie przeznaczyliśmy na odwiedzenie Parku Narodowego Teide. Centralnym punktem parku jest wulkan Teide. To czynny, choć uśpiony wulkan, a jednocześnie najwyższy szczyt Hiszpanii. Krajobraz parku charakteryzuje się unikalnymi formacjami geologicznymi, kraterami oraz polami zastygłej lawy, które razem tworzą scenerię przypominającą powierzchnię innej planety.
Uwaga! W Parku Narodowym Teide może być naprawdę zimno. Polecam zabrać ze sobą polarki, kurtki, długie legginsy i czapkę. Ubierzcie się w warstwy. Rano temperatury potrafią być bardzo niskie, poniżej 0, ale w ciągu dnia, gdy słońce rozgrzewa teren, robi się naprawdę gorąco.
Zanim przejdę do tego, co zobaczyliśmy w parku, chcę na chwilę skupić się na samym Teide i opowiedzieć o możliwości dotarcia na jego szczyt. Mimo że sami nie skorzystaliśmy z tej okazji, dostałam o to wiele zapytań i chętnie podzielę się wskazówkami.

Jak dostać się na szczyt Teide?
Najpopularniejszym i najszybszym sposobem dotarcia na szczyt jest podróż kolejką linową Teleférico del Teide, a następnie piesza wędrówka.
Kolejka linowa w ciągu zaledwie 8 minut wznosi turystów na wysokość 3555 metrów n.p.m. do stacji La Rambleta, skąd można podziwiać panoramę wyspy oraz sąsiednich archipelagów. Dzieci poniżej 3. roku życia nie mogą korzystać z kolejki. Koszt wjazdu to około 41 euro (170 zł) dla dorosłego i 20 euro (80 zł) dla dziecka. Bilety można zakupić online na oficjalnej stronie kolejki linowej.
Z La Ramblety można obrać szlak na szczyt Teide (PNT 10 Telesforo Bravo). Choć jest to krótki i dobrze utrzymany szlak, jego stromość sprawia, że jest dość wymagający. Aby wejść na szczyt wulkanu, wymagane jest specjalne pozwolenie, które można zdobyć online na tej stronie. Liczba wejść na dzień jest ograniczona, dlatego rezerwacji należy dokonać co najmniej z 3-miesięcznym wyprzedzeniem. Wydanie pozwolenia jest bezpłatne.
Nasza rodzina zrezygnowała z kolejki linowej i szczytu Teide. Nasze dzieci mają 3 i 5 lat, więc zdecydowaliśmy, że na te atrakcje przyjdzie jeszcze czas. Tym razem wybraliśmy prosty trekking i dwa przyjemne punkty widokowe.
Roques de García
✅ Warto
Na trekking wybraliśmy szlak Roques de García, który rozpoczyna się przy punkcie widokowym Mirador de La Ruleta. Trasa prowadzi wokół zjawiskowych formacji skalnych, z których najbardziej znane to Roque Cinchado i Torrotito. Szlak oznaczony jest jako PNT 03.
Na punkcie startowym, czyli przy Mirador de La Ruleta, warto być już z samego rana, bo później to miejsce zalewają tłumy. Miejsca parkingowe są ograniczone, ale nie jest najgorzej (koordynaty tutaj).
Często poleca się rozpoczęcie szlaku od La Catedral, czyli skały wulkanicznej przypominającej katedrę, i kontynuowanie w kierunku Torrotito, czyli zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Wówczas najpierw schodzi się po stromych schodach, potem czekają krótkie, łagodne podejścia pod górkę, a końcówka jest już łatwa. My zaczęliśmy od strony Torrotito i kończyliśmy przy La Catedral – też było w porządku. Po prostu na końcu trasy musieliśmy pokonać strome schody, ale nawet z dziećmi na spokojnie daliśmy radę.



Cały szlak to pętla o długości około 3,5 km, którą pokonaliśmy z dziećmi w około 2 godziny. Trasa jest naprawdę łatwa i odpowiednia dla rodzin. Szlak jest też polecany na zachody słońca. Najlepiej przejechać wtedy na tzw. golden hour i zobaczyć, jak pięknie światło rozświetla wulkaniczne formacje. Po zmierzchu można tu podziwiać gwiazdy. Jest to naprawdę doskonałe miejsce do obserwacji nocnego nieba. Niestety, z naszymi dziećmi, które są rannymi ptaszkami i wieczorem bywają bardzo zmęczone, takie plany nie były do zrealizowania. Jeśli jednak macie taką możliwość, zdecydowanie warto to rozważyć.
Przy Mirador de La Ruleta, oprócz parkingu, znajduje się centrum informacji turystycznej, ale nie polecamy wizyty w nim. Toaleta jest płatna nawet dla klientów, a jedzenie drogie i niezbyt smaczne. Lepiej zabrać ze sobą dobre przekąski, kanapki, soczki, wodę, i urządzić sobie mały piknik na skale.
Minas de San José
❌ Można odpuścić
Po trekkingu zdecydowaliśmy się odwiedzieć jeszcze dwa ciekawe miejsca. Pierwszym z nich były Minas de San José, czyli kopanie San José. Nazwa tego miejsca pochodzi z czasów, gdy obszar ten był eksploatowany górniczo ze względu na wyjątkowe właściwości pumeksu. Można tutaj zobaczyć iście marsjański krajobraz i nie jest to przesada. Ten teren tak bardzo przypomina powierzchnię Czerwonej Planety, że testuje się tu łaziki marsjańskie, zanim wyruszą w kosmos.
Nasze dzieci były zachwycone – śnieg, czerwona gleba i wulkaniczny pył w jednym miejscu, a dodatkowo skały, po których mogły się wspinać. Dla nich Minas de San José to był jeden wielki plac zabaw. Spędziliśmy tutaj około 30 minut, choć dzieciaki spokojnie bawiłyby się dłużej. To rozum kazał nam ruszać dalej, bo przed nami był jeszcze Mirador de Sámara.



Przy Minas de San José znajdują się dwa bardzo małe parkingi (koordynaty), ale ludzie nie spędzają tu zbyt dużo czasu, więc auta szybko się wymieniają i znalezienie miejsca nie jest aż tak trudne.
Dla nas Minas de San José było świetnym wyborem, ale jeśli po trekkingu będziecie się czuli zmęczeni, możecie odpuścić to miejsce i poświęcić resztę dnia na odpoczynek.
Mirador de Sámara
❌ Można odpuścić
Ostatnim punktem dnia był punkt widokowy Mirador de Sámara. Przyjechaliśmy tutaj, by zobaczyć przepiękne sosny kanaryjskie i podziwiać wulkan Teide z zupełnie innej perspektywy. Sosna kanaryjska, uznawana za jedną z najbardziej ognioodpornych sosen na świecie, posiada zdolność regeneracji po pożarach. Co więcej, jest wyjątkowo odporna na suszę – jej długie igły potrafią skraplać wilgoć z powietrza, co pomaga drzewom przetrwać w suchym klimacie Wysp Kanaryjskich. Nic dziwnego, że są doskonałymi kolonizatorami tych wulkanicznych terenów.


Niestety parking przy Mirador de Sámara jest koszmarnie mały (koordynaty). Musieliśmy zawracać aż dwa razy, zanim udało się nam znaleźć wolne miejsce. To miejsce cieszy się szczególną popularnością o zachodzie słońca, gdy zwiedzający polują na spektakularne widoki.
Warto wspomnieć, że Mirador de Sámara to również punkt startowy popularnego szlaku PNT 13, pętli o długości około 4,6 km. Szlak zaczyna się u podnóża wulkanu Sámara i zapewnia przepiękne widoki na okoliczne stożki wulkaniczne. Jest stosunkowo płaski, z niewielkimi wzniesieniami, co czyni go przystępnym nawet dla najmłodszych wędrowców. To świetna alternatywa dla bardziej znanego szlaku Roques de García.
My jednak odpuściliśmy szlak, bo dla naszych dzieci byłoby to już trochę za dużo. Zamiast tego wybraliśmy się na krótki spacer wśród sosen, po czym wróciliśmy do samochodu. Tak zakończyliśmy nasz trzeci dzień pobytu na Teneryfie.
Playa de Las Teresitas
❌ Można odpuścić
Po tak emocjonujących wyprawach kolejny dzień przeznaczyliśmy na chill i przyjemny plażing na Playa de Las Teresitas na północy Teneryfy. W styczniu woda była dosyć zimna, coś w stylu Bałtyku we wrześniu, ale dla mojej córki i męża nie stanowiło to problemu. Spędzili w wodzie z radością kilka godzin.
Las Teresitas jest często nazywana najpiękniejszą plażą na Teneryfie. Czy rzeczywiście tak jest? To zależy od preferencji. Dla mnie Playa El Benijo zdecydowanie wygrywa, ale Las Teresitas ma swoje atuty. Jest duża, spokojna, z miękkim, złocistym piaskiem sprowadzonym z Sahary, co jest rzadkością, bo na wyspie dominują raczej plaże o czarnym, wulkanicznym piasku. Plaża ma też świetną infrastrukturę – toalety, przebieralnie, restauracje oraz duży parking (koordynaty tutaj).
Dla ochrony przed silnymi prądami morskimi zbudowano tutaj falochron. Dzięki temu woda przy brzegu jest spokojna i nie trzeba martwić się wzburzonymi falami. Plaża jest wręcz idealna dla rodzin z dziećmi.

Wąwóz Masca
✅ Warto
Zregenerowani wyruszyliśmy kolejnego dnia na wąwóz Masca. Wioska Masca, położona w sercu wąwozu, przez wiele lat była odizolowana od reszty wyspy. Dopiero w latach 60. XX wieku wybudowano drogę, która połączyła ją z innymi miejscowościami. Istnieją również legendy, że ze względu na swoje ukryte położenie i trudny teren, wąwóz Masca był schronieniem dla piratów.
Znalezienie miejsca parkingowego w Masce to wyzwanie. Dostępnych jest jedynie około 30 miejsc postojowych (koordynaty), dlatego najlepiej wyruszyć wcześnie rano. My wyjechaliśmy jeszcze przed wschodem słońca, zatrzymując się po drodze jedynie na punkcie widokowym Mirador de Cherfe (koordynaty). W wiosce byliśmy tuż po wschodzie, a część miejsc parkingowych była już zajęta. Czas parkowania jest ograniczony i wynosi maksymalnie 2 godziny.
Na miejscu zrobiliśmy krótki spacer z dziećmi i wypiliśmy lokalny specjał – lemoniadę kaktusową. Nie korzystaliśmy z możliwości wejścia na szlak Camino del barranco de Masca, ponieważ nie mogą z niego korzystać dzieci poniżej 8. roku życia. Szlak uznawany jest za wymagający i prowadzi w dół wąwozu aż do Playa de Masca, położonej u podnóża klifów Los Gigantes. Aby wejść na trasę, trzeba zarezerwować i opłacić wejście na tej stronie. Obecnie szlak jest otwarty tylko w soboty, niedziele i święta, a liczba wejść jest ograniczona. Powrót tą samą trasą nie jest możliwy, więc konieczne jest także zorganizowanie transportu powrotnego. Należy zakupić bilet na łódź z Playa de Masca do Los Gigantes u jednego z operatorów. Bez ważnego biletu na łódź nie będzie możliwe rozpoczęcie wędrówki.



Po wizycie w wiosce Masca warto podjechać trochę wyżej, na Mirador La Cruz de Hilda (koordynaty), aby zobaczyć wąwóz z innej perspektywy. Znajduje się tu także kawiarnia. Nie martwcie się o możliwość zawrócenia – będzie miejsce do wykonania nawrotki.

Do wioski Masca prowadzi legendarna już droga TF-436, uznawana za jedną z najbardziej wymagających na Teneryfie. Czy rzeczywiście jest aż tak niebezpieczna? Nie będę kłamać – widoki są absolutnie zjawiskowe, ale trasa wymaga uwagi i skupienia. Droga rozpoczyna się w miejscowości Santiago del Teide i ma zaledwie 5,5 km, ale jej pokonanie zajmuje sporo czasu. Trasa jest stroma, wąska i kręta, a ostre zakręty ograniczają widoczność. Dodatkowym utrudnieniem bywają autobusy – mijanie się z nimi na tak wąskich odcinkach to prawdziwe wyzwanie. Dla osób niepewnych swoich umiejętności jazdy w takich warunkach świetną alternatywą będzie transport publiczny.
Dla nas dużym ułatwieniem był samochód z automatyczną skrzynią biegów, który pozwolił nam skupić się na samej jeździe, zamiast na ciągłej zmianie biegów. Wjazd do Masca poszedł nam bardzo sprawnie, głównie dzięki temu, że rano ruch był minimalny. Powrót okazał się trudniejszy – zrobiło się tłoczno, co wymagało precyzyjnego manewrowania i sporej cierpliwości podczas mijania innych aut. Poniżej możecie zobaczyć nagranie trasy do Masca w wykonaniu mojego męża.
Los Gigantes
❌ Można odpuścić
Po wizycie w wiosce Masca podjechaliśmy jeszcze na punkt widokowy Mirador de Archipenque (koordynaty), by spojrzeć na klify Los Gigantes. Rdzenni mieszkańcy Teneryfy, Guanczowie, nazywali je Muralla del Infierno, czyli Ściana Piekła, wierząc, że to właśnie w tym miejscu kończy się świat. Po tym ostatnim przystanku wróciliśmy do naszego Palm-Mar, tym samym kończąc naszą fantastyczną podróż po Teneryfie.

Teneryfa – atrakcje
Podczas naszej podróży odpuściliśmy atrakcje takie jak ogród zoologiczno-botaniczny Loro Parque czy parki wodne. Są to jednak miejsca, które na pewno warto rozważyć. Loro Parque to jeden z najsłynniejszych ogrodów zoologicznych w Europie, znany z największej na świecie hodowli papug oraz pokazów delfinów i orek. Z kolei parki wodne Siam Park i Aqualand to jedne z głównych atrakcji Teneryfy – idealne dla tych, którzy szukają wodnej rozrywki w tropikalnym klimacie.
Siam Park czy Aqualand
W temacie Siam Parku i Aqualandu przeprowadziliśmy spory research, mimo że ostatecznie odpuściliśmy wizytę w którymkolwiek z nich. Gdybyśmy jednak mieli wybierać, naszym faworytem byłby zdecydowanie Siam Park – ze względu na większą liczbę spektakularnych zjeżdżalni, bardziej zjawiskowy klimat oraz podgrzewaną wodę, co jest dużym plusem w chłodniejsze dni. Dlaczego więc nie skorzystaliśmy z tej oferty? Obawialiśmy się, że ograniczenia wzrostowe nie pozwolą naszym dzieciom skorzystać z większości atrakcji, a dodatkowo tłumy i długie kolejki mogłyby wystawić ich cierpliwość na poważną próbę. Wiele zjeżdżalni w Siam Parku wymaga minimum 110 cm wzrostu, a nawet 125-140 cm. Ponoszenie wysokich kosztów wstępu, by trzymać się głównie strefy dla maluchów po prostu się nam nie kalkulowało.
Aqualand to bardziej spokojna, rodzinna opcja, z większym naciskiem na atrakcje dla młodszych dzieci. Ograniczenia wzrostowe nie powinny być tu problemem, ale dla niektórych minusem może być brak podgrzewanej wody. Cenowo Aqualand wypada korzystniej – jest tańszy od Siam Parku, ale dla nas różnica w cenie nie była na tyle duża, żebyśmy uznali go za atrakcyjną alternatywę, a że zabawy na plaży sprawdzały się u nas znakomicie, to postanowiliśmy nie forsować dodatkowych atrakcji.
Podsumowując, Aqualand będzie lepszym wyborem dla rodzin z młodszymi dziećmi, ze względu na spokojniejszą atmosferę i atrakcje dostosowane do ich wieku. Siam Park natomiast to idealna opcja dla starszych dzieci i dorosłych, którzy szukają mocnych wrażeń i adrenaliny. My ostatecznie zostaliśmy przy plażowaniu – i w naszym przypadku była to najlepsza decyzja.
Teneryfa – co zjeść
No dobrze, a co z jedzeniem? Pod tym kątem na pewno się nie zawiedziecie! Teneryfa to królestwo smaków i każdy znajdzie tu coś dla siebie. Nasze dzieci były zachwycone kanaryjską kuchnią. Oto kilka typów, których koniecznie trzeba spróbować podczas pobytu na wyspie:
- Papas arrugadas z sosami – To małe ziemniaczki w pomarszczonych skórkach gotowane w mocno osolonej wodzie. Podawane są z dwoma sosami (mojos): czerwonym (mojo rojo) bazującym na czerwonej papryczce chilli i czosnku, oraz zielonym (mojo verde), którego podstawą są kolendra, czosnek i zielona papryczka chilli. Jedliśmy je w kilku miejscach i w każdym zarówno one, jak i sosy, smakowały inaczej. Dawniej papas arrugadas gotowano w morskiej wodzie i to właśnie ona nadawała im charakterystyczny słony smak i pomarszczony wygląd. Dzisiaj ze względu na praktyczność używa się zwykłej wody z dodatkiem dużej ilości soli, by uzyskać podobny efekt. Na Teneryfie uprawia się około 29 unikalnych odmian ziemniaków, które są integralną częścią lokalnej kuchni.

- Barraquito – Warstwowa kawa z dodatkiem skondensowanego mleka, likieru Licor 43, cynamonu i skórki cytryny lub pomarańczy. Przepyszna! Likier warto kupić jako pamiątkę z podróży. „43” w nazwie nawiązuje do liczby składników użytych do jego produkcji. Choć dokładny skład jest pilnie strzeżony, wiadomo, że w jego kompozycji znajdują się owoce cytrusowe, wanilia oraz aromatyczne zioła i przyprawy.
- Pimientos de Padrón – Małe zielone papryczki smażone na oliwie i obficie posypane gruboziarnistą solą morską. Ich charakterystyczną cechą jest to, że większość z nich ma łagodny smak, ale niektóre mogą być bardzo pikantne, co dodaje dreszczyku emocji podczas degustacji.

- Queso de cabra – Teneryfa słynie z kozich serów i są one naprawdę znakomite. Serwuje się je na świeżo lub grilluje, a następne podaje z miodem palmowym lub sosami (mojos). Jedna z moich ulubionych przekąsek na wyspie!
- Escaldón – Gęsta pasta przygotowywana z gofio (mąki prażonej z różnych zbóż) i bulionu mięsnego lub rybnego. Nieźle wchodzi zagryzana cebulką. Bardzo nietypowy smak, który albo się pokocha, albo znienawidzi, ale spróbować warto.
- Croquetas – Popularne przekąski, które mogą być nadziewane przeróżnymi składnikami. Najczęściej spotykane są wersje z szynką serrano, dorszem, kurczakiem czy szpinakiem. Masa na krokiety powstaje z połączenia beszamelu (to już musi być dobre!) z wybranym nadzieniem, a następnie formuje się z niej niewielkie owalne lub okrągłe kształty, panieruje w bułce tartej i smaży na złocisty kolor. Idealne croquetas charakteryzują się chrupiącą skórką i kremowym środkiem. Nasze dzieci je uwielbiały.
- Lemoniada kaktusowa – Orzeźwiający napój przygotowywany z owoców opuncji. Nie jest on popularny na całej wyspie, ale na pewno będziecie mogli go spróbować na przykład w wiosce Masca.
- Cochino negro canario – Pieczona lub duszona wieprzowina podawana z lokalnymi dodatkami. Przygotowuje się ją z cerdo negro canario, czyli kanaryjskiej czarnej świni – rzadkiej, lokalnej rasy, cenionej za wyjątkową jakość i intensywny smak mięsa.
- Uevos rotos (znane również jako huevos estrellados) – To proste, ale przepyszne danie składa się z jajek sadzonych serwowanych na frytkach. Często dodaje się do niego również plastry szynki iberyjskiej, chorizo lub inne mięsne dodatki. Jedno z ulubionych dań naszych dzieci.
- Ropa vieja – Gęsty, aromatyczny gulasz. Przygotowanie polega na duszeniu mięsa z warzywami i przyprawami, aż stanie się miękkie i łatwe do rozdrobnienia. Następnie dodaje się ciecierzycę i smażone ziemniaki.
Teneryfa – gdzie zjeść
A gdzie zjeść te pyszności? Na wyspie znajdziecie mnóstwo świetnych knajpek, ale jeśli chcecie poznać prawdziwą lokalną kuchnię, koniecznie odwiedźcie guachinche. To wyjątkowe miejsca, w których serwuje się domowe wino własnej produkcji oraz tradycyjne kanaryjskie potrawy. Początkowo były to proste, rodzinne przestrzenie w domach winiarzy, gdzie sprzedawano wino i podawano do niego kilka domowych dań. Dziś guachinche to nieodłączny element kultury kulinarnej Teneryfy i najlepszy sposób, by spróbować wyspiarskich smaków w ich najbardziej tradycyjnej formie. Oto guachinche, w których gościliśmy i które możemy polecić:
- Guachinche El Cordero (TF-652, 8, 38639 El Monte O Guargacho) – Najbardziej znana guachinche na Teneryfie, położona na plantacji bananowców. Lokal podzielony jest na dwie części: klasyczną salę oraz stoliki rozstawione wśród bananowców, co daje niesamowity klimat. Miejsce cieszy się ogromną popularnością, ale naszym zdaniem jest trochę przereklamowane. Byliśmy tam dwukrotnie i wszystkie dania były raczej przeciętne – zdarzyło mi się nawet otrzymać zimny posiłek. Na pewno warto tu przyjechać dla przepięknej lokalizacji, ale z jedzeniem jest już gorzej. Na plus? Świetny kozi ser i sosy, więc jeśli tu zajrzycie, warto dać im szansę. Podpinam menu.

- Guachinche La 3.60 Palm Mar (Av. Gorrion CC. Muelles De Genova 19 5, Palm-Mar) – Nasza „domowa” guachinche, bo znajdowała się w Palm-Mar, gdzie mieszkaliśmy. To tutaj jadaliśmy najczęściej i absolutnie wszystko było przepyszne. Obsługa? Fantastyczna! Klimat? Mega domowy – czuliśmy się jak u siebie.
- Guachinche Casa Ayo (C. Real Orotava 61, El Sauzal) – Najlepsza guachinche, jaką odwiedziliśmy, absolutny sztos! Podjechaliśmy tu na obiad po wizycie na plaży Las Teresitas i była to prawdziwa uczta. Już od progu czuć tu wyjątkowy klimat – menu jest wypisane kredą na tablicy wyłącznie w języku hiszpańskim, obsługa nie mówi po angielsku, płaci się tylko gotówką. Ale niech Was to nie zniechęci! Jedzenie? Przewyborne! Wszystko świeże, doprawione perfekcyjnie i absolutnie autentyczne. Do tego super lokalna atmosfera, przyjaźni ludzie, pełen luz. Casa Ayo to miejsce, którego nie możecie przegapić, jeśli będziecie w okolicy!
Podoba Ci się ten wpis? 🙌 Wesprzyj moją twórczość!
Jeśli Teneryfa z dzieckiem brzmi jak kierunek idealny dla Was, życzę Wam udanej wyprawy i mnóstwa niezapomnianych chwil! Mam nadzieję, że mój wpis okaże się pomocy w planowaniu Waszych rodzinnych wakacji. Jeśli tak, to będzie mi bardzo miło, jeśli podzielicie się swoimi wrażeniami w komentarzach lub postawicie mi wirtualną kawę. Dziękuję, że tu jesteście i że doceniacie moją twórczość – to ogromna motywacja do dalszego pisania!
