W poprzednim wpisie rozmawialiśmy o tym, co warto wiedzieć przed wyjazdem na Lofoty. Znajdziecie tam informacje o wypożyczeniu samochodu, pogodzie i charakterystyce szlaków.
Dzisiaj opowiemy sobie o tym, co warto zobaczyć na Lofotach, podróżując na własną rękę. Potraktujcie poniższy plan zwiedzania Lofotów jako inspirację. Możecie swobodnie miksować dni i atrakcje tak, żeby pasowały do Waszego stylu podróżowania. Oczywiście w wielu przypadkach będzie zależni od pogody. To ona rządzi na Lofotach i często określa, co uda się zobaczyć, a co trzeba odpuścić.
Nasz plan zwiedzania obejmował 6 dni, ale warto na Lofotach spędzić około 7 dni, żeby mieć dzień zapasu na odpoczynek lub przeczekanie niekorzystnej pogody. Naszą bazą wypadową było Slydalen, niedaleko Leknes. Zaczynamy!
Dzień 1 – Offersøykammen i Nusfjord
Zakładając, że możecie być zmęczeni po samej podróży na archipelag, na rozgrzewkę proponuję jeden z najłatwiejszych trekkingów na Lofotach, czyli wejście na szczyt Offersøykammen.
Offersøykammen często bywa określany jako sunday hike, czyli czyli lekka, przyjemna wędrówka, ale nie dajcie się zwieść. Mimo że jest to jeden z najbardziej przystępnych szczytów na Lofotach, podejście jest naprawdę strome i łatwo złapać zadyszkę. Szlak ma około 1 km w jedną stronę, a wejście zajmuje średnio 1,5 godziny.
Ze szczytu Offersøykammen rozciąga się panoramiczny widok 360°, który obejmuje niemal cały pejzaż Vestvågøy. Przy dobrej pogodzie, zobaczycie stąd płaską, środkową część wyspy na wschodzie, imponującą ścianę gór Flakstadøy na zachodzie oraz fiordy, zatoczki i okoliczne wysepki. Nam niestety się nie udało, ponieważ nasza wędrówka zakończyła się w deszczu i mgle.
Po trekkingu, rozważcie wyprawę do Nusfjord, tradycyjnej wioski rybackiej położonej na południowym wybrzeżu wyspy Flakstadøya. To jedno z moich ulubionych miejsc na Lofotach! Wioska jest naprawdę przepiękna, a w Landhandleriet Café zjecie przepyszną zupę rybną i cynamonki na deser.


Dzień 2 – Ryten, Kvalvika i Hamnøy
Zaaklimatyzowani na Lofotach? Doskonale, bo dziś czeka Was malowniczy trekking na plażę Kvalvika przez szczyt Ryten.
Trekking ma kilka bardziej wymagających fragmentów, ale można go określić jako średnio wymagający. Jego największym wyzwaniem jest długość. Cała pętla ma około 8 km i zajmuje mniej więcej 6-7 godzin. Koniecznie przygotujcie sobie wygodne buty, wodę i prowiant.



Jeśli trekkingi nie są Waszą mocną stroną, możecie rozważyć skrócenie trasy i odwiedzenie tylko jednego z tych miejsc. Możecie zdobyć szczyt Ryten (ok. 3,5 km w jedną stronę) lub wybrać się tylko na Kvalvikę (ok. 2 km w jedną stronę).
Po trekkingu czas na półgodzinną przejażdżkę samochodem, by odwiedzić Hamnøy, najczęściej fotografowaną wioskę na Lofotach.

Dzień 3 – Reinebringen, Reine, Å i Sakrisøy
Dzień trzeci rozpoczniecie od jednego z najpopularniejszych trekkingów na Lofotach, czyli od wejścia na Reinebringen. Szlak jest wymagający, mimo że prowadzi na niego 1978 schodów ułożonych przez nepalskich szerpów. Im wyżej, tym większa ekspozycja, więc nie jest to łatwa opcja dla osób z lękiem wysokości. Trasa na Reinebringen ma około 2 km tam i z powrotem. Cała wędrówka zajmie około 2-3 godzin.
Trasa na Reinebringen jest zamknięta od października do kwietnia. My zdobywaliśmy szczyt na przełomie kwietnia i maja i niestety nie udało nam się ukończyć wędrówki z powodu zalegającego śniegu. Zabrakło nam około 100 m, by zobaczyć panoramę Reine, Sakrisøy, Hamnøy i otaczających je fiordów i gór. Mam jednak nadzieję, że pogoda będzie dla Was łaskawsza i że będziecie mogli cieszyć się tym widokiem. Koniecznie dajcie znać w komentarzu!

Po zejściu z Reinebringen, warto udać się na spacer po najpiękniejszych wioskach rybackich na Lofotach. Tuż u podnóża Reinebringen znajduje się Reine, małe miasteczko, gdzie zobaczycie tradycyjne czerwone domki rybackie zwane rorbuer i gdzie możecie odwiedzić tutejsze Centrum Kultury z obrazami Evy Harr, znanej norweskiej malarki i graficzki. W Reine Kultursenter znajdziecie również mini kino, sklep z pamiątkami oraz kawiarnię.

W tym dniu zajrzyjcie koniecznie także do Å, miasteczka znajdującego się na samym krańcu archipelagu. To właśnie tutaj kończy się malownicza droga E10, główna arteria komunikacyjna Lofotów. Å to niebywale trafna nazwa dla tegoż miasta, ponieważ litera Å kończy norweski alfabet, tak samo jak miejscowość Å jest końcem Lofotów.

Tego dnia zawitajcie jeszcze do Sakrisøy. To naprawdę malutka osada, ale zobaczycie tutaj przepiękne żółte domki rybackie. Jeden z nich jest szczególnie rozpoznawalny, a mianowicie żółty domek na tle szczytu Olstind. To prawdziwa ikona tej części Norwegii, która znajduje się na pocztówkach, plakatach, kubkach, czy magnesach.

Dzień 4 – Festvågtinden lub SPA i Henningsvær
Na dzień czwarty zaplanowaliśmy trekking na Festvågtinden. Niestety z powodu opadów deszczu i śniegu, warunki nie były na tyle bezpieczne, byśmy mogli podjąć to wyzwanie. Jeśli jednak Wam dopisuje pogoda, warto rozważyć tę trasę. Szlak na Festvågtinden jest wymagający. Po drodze napotkacie wiele luźnych kamieni, masę stromych odcinków i partie, które będą wymagały podciągania się rękami oraz wspinania.
Bezpośrednie wejście na Festvågtinden i zejście to wędrówka na około 3 km, która powinna zająć w przybliżeniu 3 godziny. Możecie jednak wybrać trochę dłuższą, lecz nieco łagodniejszą trasę. Będzie się ona składała z dwóch etapów.
Pierwszy etap to dotarcie do szczytu Heia i jeziora Heiavannet, przy którym znajduje się punkt widokowy na Henningsvær. Jak się tutaj dostać? Gdy napotkacie rozwidlenie trzech ścieżek, trzymajcie się tej po prawej stronie. Środkowa ścieżka prowadzi bezpośrednio na szczyt i jest dużo bardziej stroma. Unikajcie ścieżki po lewej, ponieważ ona jedna nie prowadzi do naszego punktu docelowego, a na drogi wspinaczkowe na Festvågveggen.
Drugi etap, czyli od jeziora Heiavannet, prowadzi w górę, w stronę grani i stromo na szczyt przez rumowiska. Przygotujcie się na solidny wycisk. Jednak widok z Festvågtinden będzie warty każdego poniesionego wysiłku. Ze szczytu zobaczycie piękną panoramę Henningsvær, Vestfjord oraz poszarpane góry Austvågøy.
Macie siły na więcej? Pomyślcie o podejściu do Torsketungi, małej odsłoniętej skały zwanej językiem dorsza. Jej inne nazwy to Presten lub Engagement Rock. Żeby tutaj dotrzeć, potrzebujecie dodatkowych 30 minut. Tuż poniżej szczytu Festvågtinden skierujcie się w prawo i podążajcie ścieżką aż do rozwidlenia. Obie dróżki prowadzą do skały, ale są mocno odsłonięte. Zdecydowanie nie jest to opcja dla osób z lękiem wysokości. Ścieżka po prawej stronie jest częściej wybierana przez osoby, które wolą stabilniejsze przejście. Nadal jest tutaj stromo i miejscami trzeba podciągać się rękami, ale jest nieco „bezpieczniejsza”, bo omija grań. Ścieżka po lewej stronie to wariant zdecydowanie bardziej eksponowany. Idzie się wzdłuż ostrej grani, momentami wąskiej, z dużymi spadkami po bokach. Daje za to najbardziej spektakularne widoki. Jeśli ktoś nie ma lęku wysokości i lubi adrenalinę, go for it!
Wejście na Festvågtinden brzmi morderczo i nie wiecie, czy dacie radę? Pamiętajcie, że zawsze możecie skrócić ten trekking i wybrać się tylko na szczyt Heia i do jeziora Heiavannet. Nie musicie wspinać się wyżej. Stąd nadal zobaczycie piękną panoramę Henningsvær, tyle że z niższej perspektywy.
Tak jak wspominałam, nam niestety nie udało się podjąć tego wyzwania z powodu warunków atmosferycznych. Co w takim razie zrobić w niepogodę? Wybrać się do jednego z tutejszych SPA. My odwiedziliśmy Nyvågar w Kabelvåg i bawiliśmy się świetnie. Z sauny roztacza się widok na fjordy, a na odważnych czeka kąpiel w wodach oceanu, do którego można zejść po specjalnie przygotowanej do tego drabince.

Niezależnie jednak od tego czy wybierzecie wspinaczkę na Festvågtinden czy wizytę w SPA, koniecznie odwiedźcie znajdujące się w okolicy Henningsvær. Henningsvær bywa nazywane „Wenecją Północy”, ponieważ składa się z kilku wysepek połączonych ze sobą mostami, z każdej strony otacza je woda. To moje największe zaskoczenie na Lofotach! Początkowo w ogóle nie uwzględniłam tego miasteczka w swoim planie zwiedzania. Trafiłam tu zupełnie przypadkiem z powodu deszczowej pogody. Jakież było moje zdziwienie! Henningsvær jest naprawdę przeurocze, a spacer na słynne boisko sprawił mi niebywałą radochę. Koniecznie wpadnijcie do Lysstøperi and Cafe, kawiarni połączonej z pracownią świec, na filiżankę kawy i cynamonkę.



Dzień 5 – Mannen i Haukland
Piątego dnia podróży po Lofotach wybierzecie się na szczyt Mannen. Na końcu trasy czeka na Was przepiękny widok na plaże Haukland i Uttakleiv oraz na otaczające je turkusowe wody oceanu.

Szlak na Mannen jest zaliczany do średnio wymagających wędrówek. Nie jest długi, bo liczy około 1,7 km w jedną stronę, ale jest dość stromy, a niektóre jego odcinki mają sporą ekspozycję. Na szczęście grań jest dosyć szeroka i trzymając się jej środka, można spokojnie pokonać swoje lęki. Przejście tej trasy tam i z powrotem zajęło nam około czterech godzin, uwzględniając dłuższy przystanek na szczycie.

Po zejściu ze szczytu, tuż przy plaży Haukland, znajduje się mała kawiarnia, gdzie możecie odpocząć po trekkingu. Zbierzcie tam siły, a następnie udajcie się na krótki spacer wzdłuż wybrzeża.
Możecie również podjechać na drugą z plaż, czyli Uttakleiv. Od Haukland dzieli ją ok. 10 minut jazdy samochodem. Uttakleiv została okrzyknięta przez The Times „najromantyczniejszą plażą w Europie”, a The Sunday Times uznał ją za trzecią najpiękniejszą plażę na świecie. Do takiej oceny na pewno przyczynia się specyfika tego miejsca, gdzie turkusowa woda łączy się z białym piaskiem, a całość usiana jest różnych rozmiarów głazami.
Dzień 6 – Røren – Yttersand
Na ostatni dzień proponuję łagodny trekking na punkt widokowy Røren. To zdecydowanie sunday hike, który nikomu nie powinien przysporzyć większych problemów. Widok z niego jest jednak naprawdę zachwycający. Cała trasa tam i z powrotem ma około 4 km i zajmuje mniej więcej 2-3 godziny. Z Røren będziecie mieli doskonały widok na białą plażę Yttersand, wyspę Sandøya i góry Flakstadøy.

Jeśli czujecie, że macie ochotę na więcej, możecie wydłużyć swój trekking i zamiast wracać, pójść dalej w kierunku Mulstøtinden. Wędrówka jest naprawdę przyjemna i łagodna.
Zadaj mi pytanie
Wiecie już jak zwiedzać Lofoty na własną rękę, a powyższy plan powinien pomóc Wam wybrać najodpowiedniejsze dla Was atrakcje. Macie jakieś pytania? Zadajcie je w komentarzu. Chętnie odpowiem. Polecam również pozostałe wpisy:
- Lofoty: Co warto wiedzieć
- Najpiękniejsze szlaki piesze na Lofotach
- Najpiękniejsze miasteczka na Lofotach
W powyższych wpisach podaję dokładne koordynaty na parkingi, opisuję przebieg szlaków, dołączam wykaz opłat i zostawiam namiary na najlepsze kawiarnie.
Podoba Ci się ten wpis? 🙌 Wesprzyj moją twórczość!
Mam nadzieję, że ten wpis zachęcił Was do podróży na Lofoty na własną rękę. Jeśli macie ochotę wesprzeć moją blogową twórczość, możecie postawić mi wirtualną kawę. To dla mnie ogromnie miły gest i wielka motywacja do dalszego pisania. Dziękuję, że doceniacie moją pracę.

![Bergen i okolice na weekend [PLAN PODRÓŻY] Nærøyfjord](https://lenaweglarz.pl/wp-content/uploads/2022/10/17-1024x684.jpg)
![Stavanger i okolice na weekend [PLAN PODRÓŻY] Preikestolen](https://lenaweglarz.pl/wp-content/uploads/2024/12/Preikestolen-1024x684.jpg)
